wtorek, 26 kwietnia 2016

Wyjazd do Stanów Zjednoczonych z Camp Leaders USA


Od 2007 roku Camp Leaders Poland organizuje co roku wyjazdy do USA w celu wymiany kulturowej, poznania nowych ludzi, zdobycia doświadczenia oraz przede wszystkim podszlifowania języka angielskiego. 

W swojej ofercie mają kilka programów. 
Ja opiszę ten, który wybrałam wspólnie ze znajomymi czyli wyjazd na amerykański ośrodek kolonijny, czyli na tak zwany amerykański kamp. 

Tak w skrócie mówiąc - są to kampy znajdujące się z dala od jakiejkolwiek cywilizacji, miasta. Najczęściej zlokalizowane w lesie bądź nad jeziorami. Rodzice wysyłają tam swoje dzieci, żeby czerpały z wakacji jak najwięcej - zamiast siedzieć w domu w mieście, a co za tym idzie - przed telewizorem czy komputerem. 



Program jest typowym programem Work&Travel. 
Przez 10 tygodni pracuje się na kampie, a po zakończeniu kontraktu mamy 30 dni na samodzielne zwiedzanie USA. 
Aby przejrzyście pokazać Wam na czym to wszystko polega opiszę to w formie pytań i odpowiedzi.

Czym zajmuję się na kampie?
Pracodawcy amerykańscy oferują różne stanowiska pracy: praca na kuchni, praca w pralni, "złota rączka" (czyli prace pomocnicze, naprawy), sprzątanie, praca w ogrodzie, ochroniarz, prace biurowe (jednak to tylko dla osób posługujących się płynnie językiem angielskim i posiadającym doświadczenie w takich pracach). Bardzo dużym plusem jest to, że możesz sobie wybrać obszar pracy w jakiej chciałbyś się znaleźć. 
Ja będę pracowała jako Support Staff, a konkretniej Kitchen Staff, a jeszcze wyszczególniając jako kelnerka. 

Ile godzin dziennie pracuję?
Dużo zależy od kampu, jednak średnio jest to między 8-10 godzin dziennie. Nie jest to łatwa praca, więc nie należy jechać nastawionym na rozrywkę tylko przygotować się do tego, że może być bardzo ciężko. Zwłaszcza na początku. Dużo więcej rzeczy będę mogła opowiedzieć dopiero po powrocie, kiedy będę miała własne doświadczenie pracy na takim kampie. Jeżeli Was ten temat zainteresuje to jak najbardziej może powstać taki post. 

Ile wynoszą zarobki na kampie?
Wynagrodzenie wynosi minimum 1200 dolarów. Można otrzymać również premię za rzetelnie wykonywaną pracę, ale również można przedłużyć pracę na kampie i wtedy wynagrodzenie jest naliczane za każdy dzień (minimum 40 dolarów na dzień).

Co z zakwaterowaniem i wyżywieniem?
Pracodawca zapewnia nam zakwaterowanie oraz wyżywienie. Za nic nie płacimy (oczywiście jeśli w trakcie dnia wolnego kupimy sobie coś poza kampem to płacimy za to z własnej kieszeni). 

Co po pracy na kampie?
Gdy nasz kontrakt z pracodawcą się zakończy - wiza J1 uprawnia nas do pozostania w USA do końca września. Zatem możemy podróżować nawet cały miesiąc. 


Co do moich planów... 
Są różne typy kampów o czym należy pamiętać i wziąć pod uwagę. Możemy zatrudnić się na kampie gdzie dzieci pochodzą z ubogich rodzin, na kampie dla dzieci specjalnej troski, są również obozy prywatne, rodzinne i religijne. 
Ja jadę na kamp dla zdrowych dzieciaczków z prywatnych rodzin, jedynie na co bardzo zwracają uwagę to na orzechy... Dzieci, które będą przebywać na tym kampie są uczulone na orzechy, co oznacza, że nie mogę mieć żadnego produktu, które zawiera choćby śladowe ilości orzechów, jak np. żel do mycia ciała. Opowiem tutaj ciekawą anegdotę. 
Dwa lata temu na tym kampie pracowały dwie polki. Jedna z nich w trakcie dnia wolnego kupiła sobie gdzieś poza terenem kampu batona, a dokładnie snickersa. Miała po prostu na niego ochotę. Wróciły na kampa razem z tym batonem i pech chciał, że zobaczył to dyrektor kampu. Zostały one natychmiastowo zwolnione, ponieważ baton ten zawiera orzechy. Najbardziej ciekawym faktem jest to, że przyczyną zwolnienia tej drugiej dziewczyny, która nie kupiła batona było to, że po prostu przy tym była. Dlatego jeżeli kamp ma swoje zasady to należy się ich trzymać twardo. 

Przejdźmy do przyjemniejszych rzeczy, czyli podróżowanie... które kocham!! :)

Zamierzamy zwiedzać Stany Zjednoczone przez trzy tygodnie - od wschodniego po zachodnie wybrzeże. 
Jednak na ten temat chciałabym poświęcić osobny post.


Ogólnie moim planem jest po powrocie z USA zrobienie tutaj wpisów z podróży - gdzie byliśmy, co zwiedziliśmy, album zdjęć co warto zwiedzić i różnych ciekawostek podróżniczych.
Chcę również poruszyć temat jak było na kampie, zamieszczenie różnych ciekawych opowieści, jak dokładniej wyglądała praca, czy faktycznie jest ciężko, jakich ludzi poznałam. 
Możliwe, że pojawią się również filmiki na moim kanale, a więc zachęcam Was do zaglądnięcia tam! :)

Zdaję sobie sprawę, że nie wyczerpałam do końca tematu programu, w którym uczestniczę, więc jeśli macie jakiekolwiek pytania to możecie zadać je w komentarzach. 
Na wszystkie chętnie odpowiem.

Program ten jednak wymaga poświęcenia na początku dużo czasu, cała organizacja wyjazdu, załatwianie dokumentów. 
Jest mnóstwo kwestii do poruszenia, także mam nadzieję, że kogoś z Was to zainteresuje. :)

P.S. Jak tylko blog osiągnie 1000 wyświetleń pojawi się dla Was mały konkurs, także obserwujcie mnie uważnie kochani :) 

sobota, 23 kwietnia 2016

Eveline Cosmetics miniMAX

Cześć wszystkim!

Od bardzo dawna nie miałam swoich paznokci pomalowanych zwykłym lakierem.
Wczoraj chciałam wykonać sobie półhybrydy (sprawdź jak je wykonać), ale trafiłam na lakier... no właśnie: jaki?
<a href="http://www.bloglovin.com/blog/14865483/?claim=5t349fmvb3t">Follow my blog with Bloglovin</a>





Eveline Cosmetics miniMAX;

Kolor jest przepiękny, na pewno poszukam tego odcienia w lakierach hybrydowych (jeżeli znacie jakiś lakier hybrydowy o tym lub podobnym odcieniu to dajcie znać). Natomiast aplikacja tego lakieru podnosi znacznie ciśnienie. Za pierwszym razem pomalować paznokcie tym lakierem to nie sztuka, jednak za drugim sięgnięciem po niego trzeba się liczyć już z trudnościami. Lakier staje się gęsty, więc ciężko go ładnie rozprowadzić na płytce. Dodatkowo, trzeba długo poczekać zanim ten lakier porządnie zaschnie na paznokciu. Niestety mimo długich oczekiwań...


...efekt jest taki. Nie ma co się martwić! :D Z daleka tego nie widać:


 Jeśli ktoś ma więcej czasu to zdecydowanie polecam bardzo długo poczekać,  żeby paznokcie porządnie wyschły - wtedy efekt finalny będzie naprawdę super!
  
 Podsumowanie

-
Cena adekwatna do lakieru (na promocji niecałe 4 zł), ponieważ jakość tego lakieru nie jest rewelacyjna, ciężko się nim maluje paznokcie i bardzo długo schnie. Gdyby udało się pomalować cienką warstwę to pewnie czas w jakim lakier zasycha by się skrócił, ale niestety gęstym lakierem nie jesteśmy w stanie takiej warstwy na płytce pomalować.
Co więcej, pędzelek jest gruby i zaokrąglony, więc nie jesteśmy w stanie pomalować dokładnie paznokcia.
+
Wielkim plusem jest kolor, który jest według mnie przepiękny i idealny na tę porę roku, jaką jest wiosna. Kolor wrzosowy, ale lekko wpada w róż.
Trwałość jest całkiem w porządku.




środa, 20 kwietnia 2016

Golden Rose - moja kolekcja kredek, pomadek i szminek

Cześć wszystkim!

Mały spis treści:
- prezentacja całej kolekcji,
- zdjęcia każdego produktu osobno + opinia/opis,
- swatche wszystkich kolorów.

O fenomenie szminek, pomadek, kredek do ust z firmy Golden Rose nie muszę wspominać. 
Cena, jakość, trwałość - tutaj producenci naprawdę się postarali. 
Każdy ma pewnie własną kolekcję kosmetyków tej firmy, ja również uzbierałam co nie co i dzisiaj Wam to prezentuję na poniższych zdjęciach. Zdjęcia są duże, żeby każdy element został dobrze ujęty. Zwłaszcza kolory kredek. :) 
Wśród tych kredek znajduje się mój ULUBIENIEC, żadna inna kredka z nią nie wygra! 







Zaczynam od najciemniejszego odcienia, który znajduje się w mojej skromnej kolekcji...

Pomadka w kredce (jedna z ostatnich nowości wypuszczonych przez Golden Rose) Matte Crayon Lipstick 04

Dosyć odważny kolor, idealnie dla kobiet z ciemniejszymi włosami. Ja jestem naturalną blondynką, dlatego ten odcień delikatnie sprawia, że moja cera jest bledsza, ale na większe uroczystości to jak najbardziej się nada. Trwałość jest nie co gorsza od tych jaśniejszych pomadek, ale nie ma co się też do tego przyczepiać, ponieważ ciemniejsze pomadki zawsze tak mają.


Kolejna pomadka z tej serii Matte Crayon Lipstick, tym razem numer 13.
Wersja delikatniejsza, wersja na co dzień i na każdą okazję.
Jasny róż, idealny dla każdego typu urody.


Przechodzimy zatem do kredek do ust.

Kredka do ust Dream Lips Lipliner 521

Gdybym miała opisać ten odcień to byłby to róż wpadający lekko w bordo, a nawet fiolet? 
Bardzo fajne jest to, że kredki można dobrać odpowiednio do stylizacji. 
Ten odcień zestawiłabym właśnie z ubraniami w kolorze fioletowym, oliwkowym, bordowym, a nawet czarnym.



Kredka do ust Dream Lips Lipliner 515

Odważniejszy odcień, podobnie do pomadki, lecz w tym przypadku jest to taka krwista kusząca czerwień. Rzadko używam, bo preferuję łagodniejsze tony jednak uważam, że każda kobieta taką czerwień w swojej kolekcji powinna posiadać. :)




Kredka do ust Dream Lips Lipliner 511

Łagodniejszy odcień, czyli tak jak ja lubię. Jest to taki nieprzesadzony wiśniowy kolor. 
Do stylizacji na co dzień idealny.





No i nadszedł czas na najlepszą z najlepszych, czyli mój HIT w kosmetyczce. Ta kredka nie opuszcza mojej torebki ani na jeden dzień. Jest to tak trwały kosmetyk do ust, że jeszcze nigdy nie trafiłam na coś lepszego. Odcień pasuje do moich ust idealnie - sprawia, że usta wyglądają tak jakby to był ich naturalny kolor, a więc świetnie się sprawdza na co dzień, na uczelnię, na wyjście na miasto czy gdzieś ze znajomymi. Mogłabym tak pisać i pisać.
W skali od 1-5 dałabym bez żadnych wątpliwości i zawahań 5,0!




Szminka Golden Rose Velvet Matte Lipstick 12

Produkt najnowszy w mojej kolekcji, jak do tej pory na ust całkiem dobrze się sprawował, kolor delikatny - tak aby nadał ładny naturalny kolor ust.




Ostatnia część dzisiejszego posta to swatche, gdzie możecie dokładnie zobaczyć jak prezentują się powyższe kolory pomadek, kredek i szminki. Zdjęcia zrobiłam w różnym świetle, żeby dobrze odzwierciedlić Wam te odcienie.











A Wy jakich macie swoich ulubieńców kosmetycznych z Golden Rose? 

sobota, 16 kwietnia 2016

Mascara LASH SENSATIONATAL - czy faktycznie to taki fenomen?!

Cześć wszystkim!

Z reguły wszystkie sponsorowane filmiki na youtube traktuję z przymrużeniem oka: ktoś poleca, bo mu za to zapłacili bądź ktoś wystawia pozytywną recenzję, bo ma z tego jakieś profity.
Ostatnimi czasy najbardziej zaintrygował mnie pewien tusz do rzęs, którego recenzje pojawiły się nagle w dużych ilościach na youtubie. Akurat trafiła się promocja, więc to była idealna okazja, aby przetestować ten produkt i sprawdzić czy faktycznie jest się czym zachwycać.

PRODUKT: Maybelline Lash Sensational Mascara 9,6 ml (Tusz do rzęs, odcień czarny)












OKO PRZED POMALOWANIEM (dolne już gotowe):






 EFEKT PO:









Podsumowując... Tak, ten produkt zasługuje na jak najlepszą opinię! 
Bardzo dobrze radzi sobie z pogrubieniem rzęs i uniesieniem ich ku górze. 
Sama szczoteczka tego tuszu należy do moich ulubionych. Kształt szczoteczki, a dokładniej jej zaokrąglenie pozwala pomalować każdą najmniej widoczną rzęsę. 

Oczywiście dużo zależy też od tego w jaki sposób malujemy swoje rzęsy. 
TUTAJ znajdziecie poradę jak osiągnąć efekt dłuższych rzęs przy pomocy tylko i wyłącznie Waszego tuszu. 

Wracając do samej mascary - jeśli ktoś ma swoje rzęsy naturalnie długie to efekt po pomalowaniu tym tuszem będzie piorunujący... 
Moje rzęsy z natury są koloru blond, więc ich praktycznie nie widać. Dopiero po pomalowaniu widzę jaka jest ich faktyczna długość. 


Akurat w Rossmannie zbliżają się wielkie promocje, także na pewno dokupię sobie ten produkt na zapas. 



A Wy miałyście już okazję przetestować ten tusz? Jakie są Wasze opinie?



P.S. Jeśli tutaj jesteście i czytacie moje posty, proszę dajcie o sobie znać. Pomoże mi to w rozwoju bloga, ale też będę wiedziała kto tu ze mną jest i pomoże mi Was trochę poznać. :) 
A Wy będziecie mogli być ze mną na bieżąco! :)
 (wystarczy kliknąć po prawej stronie u góry przy Stałych Bywalcach "dołącz się do tej witryny")


wtorek, 12 kwietnia 2016

FIT I ZDROWO: SZASZŁYKI Z KURCZAKIEM, CUKINIĄ I POMIDORKAMI

 Cześć wszystkim!
<a href="http://www.bloglovin.com/blog/14859185/?claim=grfx49uebh8">Follow my blog with Bloglovin</a>
Nie macie pomysłu na zdrowy szybki obiad? Myślę, że ten przepis przypadnie Wam do gustu!
Przepis jest banalnie prosty. 

Potrzebujemy:

  • pierś z kurczaka bez skóry,
  • 1 cukinia,
  • pomidorki,
  • ziemniaki.


  1. Pierś z kurczaka kroimy w kostkę po czym marynujemy w soli, pieprzu i ziołach prowansalskich.
  2. Cukinie i pomidorki kroimy w kostkę.
  3. Na patyczki do szaszłyków nałóż kolejno mięso, cukinię i pomidorki. 
  4. Posmaruj oliwą. 
  5. Podpiecz na grillu bądź w piekarniku. Ja swoje szaszłyki zrobiłam w piekarniku w trybie Grill. 


Szaszłyki podawaj z ugotowanymi ziemniakami.
Proporcję składników dobierzcie sobie wedle uznania i wedle odpowiedniej ilości osób.










środa, 6 kwietnia 2016

Pazurki hybrydowe vol. 2

Cześć wszystkim!

W poprzednim tygodniu wzbogaciłam swoją kolekcję nowym lakierem hybrydowym marki Semilac - a konkretniej 096 Starlight Night

Oto jak prezentuje się ten piękny kolor na moich paznokciach: